Wiosenne fluidy.

Wiosenne fluidy.

listening to:  erykah badu, on & on

tak a propos tych fluidów. bardzo mnie to rozbawiło.

odczuwam radość. taką, ot, wszechogarniającą radość z życia. naprawiam swoje relacje ze wszechświatem. cieszę się z każdej drobnostki, która nawinie mi się w ręce.

cieszę się, że mam płodziciela Marka na chacie, choć samego jego do drobnostek zaliczyć raczej nie można (he, he, he). inna sprawa, że posiadanie w domu Marka, a posiadanie zrelaksowanego & wypoczętego Marka po tygodniowym urlopie na Mazurach, to całkowicie dwie różne rzeczy.

Marek wracający z urlopu świeci łysą, opaloną glacą, pali mniej, mniej krzyczy, cofa się gdzieś mentalnie do poziomu sześciolatka (tak, to u nas rodzinne).

kiedy dzisiaj ujrzał jak podczas krojenia pomidora po raz trzeci w ciągu dwóch dni rozcięłam sobie rękę, nie było wodospadu wyrzutów na temat mojego parkinsona, tylko raczej:

- jezu, jaka z ciebie jest sierota. masz więcej ze swojej matki, niż ci się wydaje.

- przecież ja jestem z probówki

- no i tak się stało, żeśmy do niej przypadkiem trochę wódy dolali

a na koniec dodał:- idź, weź tam się zajmij tymi swoimi blogami. ja ci zrobię śniadanie.

no i weź tu człowieku nie kochaj Marka. niewykonalne.

a poza tym? wiosna rąbnęła mi szumem do pokoju, do szafy, do nastawienia & do życia. jestem w trakcie artystycznej kreacji wizerunku swojego dość sporego wnętrza mieszkalnego, mam zajęcie, spełniam się jako kura domowa & pseudo stylista wnętrz jednocześnie.

jutro zdam sobie maturę z matematyki z wynikiem co najmniej pozytywnym.

rzeczy złe pójdą w dół, rzeczy dobre w górę.

jak mi dobrze jest.

lubię ten stan.

nietworzenie dramatów na siłę, nawet jeśli ktoś obok bardzo usilnie do tego dąży.

uśmiech o poranku.

popołudniowe łososie z najcudniejszym uśmiechem na świecie.

wolność.

nie tylko obyczajowa.

wolność uczuciowa, życiowa, wolność wyboru.

oby tak dalej.

całusy,d.